poniedziałek, 24 marca 2014

Flawia de Luce czyli Tych cieni oczy znieść nie mogą i Ucho od śledzia w śmietanie.

Przy poprzednim tomie nie byłam zbyt zachwycona poziomem ogólnym „Flawii” (krótka i wcześniej niepublikowana recenzja do przeczytania poniżej). Ale, ku mojemu sporemu zaskoczeniu było o wiele, wiele lepiej. Co prawda pan Bradley stworzył stuprocentowy kryminał, wręcz zwięzły w swej formie, nie rozczulając się nad wątkami pobocznymi i trochę mi tego brakowało, ale szczerze mówiąc, w czasie czytania tego nie zauważałam.

Do Buckshaw zjeżdża się duża grupa filmowców i to z bardzo sławnymi aktorami. Dziewczynki de Luce są zachwycone i możemy obserwować, jak odsłaniane są kolejne cechy ich osobowości, systematycznie budujące ich postać. Podobało mi się, że było tu tak dużo Doggera, bardzo go lubię i w poprzednim tomie było go odrobinę za mało.

Ciężko pisać o kolejnych, tak dalszych tomach jednej, poniekąd, opowieści, dlatego nie wiem, czy kolejne tomy będą zrecenzowane, ale być może w kilku zdaniach coś o nich powiem. Najważniejsze to to, że Flawia w ogóle istnieje :). Daje mi bardzo dużo radości i takiego wytchnienia. Świat Buckshaw jest bardzo malowniczy, pomimo dość okrojonego miejsca akcji, a stara posiadłość, nieco zaniedbany park i najczęściej jesienna aura, robią swoje i dla wielbicieli (takich) brytyjskich klimatów jest to prawie konieczność do przeczytania.


Ten tom zdecydowanie przywraca poziom poprzednich części i jest niezwykle smacznym kąskiem. Byłby prawie idealny gdyby był nieco grubszy (tak, zawsze się znajdzie coś, co mogłoby być lepsze, idealny jest chyba tylko tom pierwszy „Zatrute ciasteczko”). Flawię jak zawsze polecam.

"Flawia de Luce. Tych cieni oczy znieść nie mogą" Alan Bradley, wyd. Vesper 2012, str. 275

Flawia, Flawia, Flawia… Kocham tę małą dziewczynkę, tak bystrą, tak nadzwyczajnie inteligentną, tak samotną.

W trzeciej części „Ucho od śledzia w śmietanie” mamy kolejną zagadkę kryminalną, a Flawia ekscytuje się, że dane jej było spotkać tyle trupów. Bo są znacznie ciekawsze niż ludzie żywi. Flawia jednocześnie usiłuje odleźć mordercę Brookiego i niedoszłego mordercę cyganki Fenelli oraz rozwiązuje szajkę wioskowych złodziei i fałszerzy antyków, do której Brookie należał. A także zagadkę zaginięcia dziecka Bullowej przed dwoma laty. Oj, tak. Flawia znowu ma ręce pełne roboty.

Tak jak uwielbiam Flawię i jej przygody, to żałuję, że po znakomitej części pierwszej „Zatrute ciasteczko”, im dalej w las, tym gorzej. Trzecia część niestety się nawet nie umywa do pierwszej, brakuje jakiegoś polotu, tego czegoś, co mnie zauroczyło w „Ciasteczku”. Niby wszystko jest tak jak być powinno – Flawia podje ciekawostki ze świata chemii, robi psikusa starszej siostrze, rozmawia z tajemniczym i sympatycznym Doggerem, ale jednak jakoś ciężej tę część mi się czytało.

Pomimo tego nadal jest to świetna rozrywka, a także cenna, bo każde spotkanie z Flawią się liczy. Może w „Uchu od śledzia” autor miał lekki spadek formy? Mam nadzieję, że więcej się to nie powtórzy.

Znalazłam też ciekawą informację na temat Flawii. Otóż jest planowany serial na podstawie serii i to robiony przez nikogo innego, jak Brytyjczyków. Jak ktoś ma perfekcyjnie oddać klimat posiadłości Buckshaw, to tylko oni. Już nie mogę się doczekać. Choć na razie nawet obsada nie jest znana.

„Flawia de Luce. Ucho od śledzia w śmietanie” Alan Bradley, wyd. Vesper  2011, str. 385

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...