czwartek, 5 kwietnia 2012

Kobiety z domu Soni. Sabina Czupryńska

„Kobiety z domu Soni”, jak sama nazwa wskazuje, to powieść o kobietach dla kobiet. Piękna okładka niezwykle przyciąga i sprawia, że chcemy zagłębić się w tę opowieść. A o czym ona jest? To historia pięciu kobiet: prababci Antonii, jej córki Julii, wnuczek Basi i Jagody oraz prawnuczki Soni. Oraz mężczyzn, którzy towarzyszą im w życiu, współtworząc je, ale mimo to pozostając w tle. To powieść zagłębiająca się w sferę kobiety, w jej wnętrze. Autorka ukazuje motywy, które kierowały bohaterkami przy ich działaniach, a także pokazuje jak wielką siłę sprawczą ma przeszłość, niemalże nie do zatrzymania. Jak łatwo popełnić pomyłkę, z którą później trzeba żyć, bo nie można jej odkręcić. Jak trudno wybaczyć, bo nigdy nie można zapomnieć.

Chciałabym, aby ta książka była tak piękna, jak to się zapowiadało. Tematyka wspaniała i bardzo mi bliska, bo lubię takie powieści i czasem mam na nie ochotę. Spodziewałam się czegoś podobnego do „Matki, żony, czarownice” Joanny Miszczuk i dlatego tę książkę zamówiłam. Niestety, sromotnie się pomyliłam. Sposób pisania jest wręcz niemożliwy. Ten styl… Żałuję, że nie miałam okazji wcześniej do książki zajrzeć. Jestem czytelniczką, która nie cierpi, wręcz chorobliwie nie trawi powieści napisanej w czasie teraźniejszym. Tak się nie da czytać!

- No, kochani, zaraz siadamy. Patrzcie, to już kolejna Wigilia. Jak ten czas leci! – wygłasza coroczne spostrzeżenie.
Wujek Olek zakasuje rękawy od błękitnej koszuli i kieruje się w stronę kuchni, pewnie po jakiś półmisek.
- Olek, podaj mi wody… Szybko – mówi Jagoda.”

Mam nadzieję, że ten fragment ilustruje mój problem z tą książką. Zdecydowanie wolę czas przeszły, jest bardziej plastyczny, widzę wszystko w niejakim oddaleniu, dzięki czemu mogę przyjrzeć się danemu obrazowi bliżej. Tutaj cały czas się czułam, jakby mi ktoś na siłę wpychał daną scenę w oczy, co niezmiernie mnie irytowało. Chciałabym by było „wygłosił coroczne spostrzeżenie”, „zakasał rękawy i skierował się do kuchni (i nie po jakiś, ale po półmisek śledzi, np.)” oraz „powiedziała Jagoda”. O ile by to poprawiło jakość odbioru książki!

Kolejnym, niestety dużym problemem, było wieczne cofanie się wstecz. Pani X stoi sobie na przyjęciu i nagle wspomina siebie na własnym ślubie. Pani Y patrzy na Panią Z i przypomina jej się dzieciństwo. Każde wspomnienie długie jak meksykańska telenowela, w dodatku z równym natężeniem produkowane. Od ilości postaci dostawałam kołowrotka i do tej pory nie do końca wiem o co chodziło. Wszystkie bohaterki jakieś trzepnięte, wszystkie mają żal o coś, a jedyną postacią, która polubiłam, ale która też strasznie żałowała, jest prababcia Antonia. Ona jedna nadawała tej historii jakiejś dozy opanowania, spokoju, ciepła. Ogólnie mętlik, rozgardiasz, chaos.

Wiem, strasznie krytykuję, już dawno mi się tak nie zdarzyło. Ale z ręką na sercu, dawno nie czytałam tak ciężkostrawnej książki. A szkoda, bardzo szkoda. Spodziewałam się czegoś lepszego. To debiut, może autorka się wyrobi. Może zmieni sposób pisania (zapomniałam wspomnieć o krótkich zdaniach! Wszystkiego w nadmiarze!), może…


„Kobiety z domu Soni” Sabina Czupryńska, wyd. Prószyński i S-ka, str. 471

5 komentarzy:

  1. Nadal zastanawiam się, czy popielgrzymować do biblio po nią w wolnej chwili :p

    OdpowiedzUsuń
  2. no to się przestraszyłam aż bo miała mi właśnie towarzyszyć podczas przerwy świątecznej...oj:(

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam sporo pozytywnych recenzji (których nie rozumiem ;p), więc może to tylko ja jestem dziwna i mi się nie podobała. Najlepiej zawsze samemu sprawdzić ^^.

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja dam tej książce szansę, okładka tak chyba na mnie działa :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...