czwartek, 13 lutego 2014

Nomen omen. Marta Kisiel

Stara, dobra, polska fantastyka… Dawno już nie czytałam takiej książki. Dzięki temu, że tak napisane książki czytałam parę lat temu, poczułam się cudownie przeniesiona w czasie, do miejsca, gdzie polska fantastyka miała się doskonale. I jednocześnie jakbym odmłodniała. Chyba ostatnio za dużo uwagi poświęcam mojemu wiekowi, cóż, zaraz wybije mi ćwierćwiecze. Kontynuujmy.

Poznajcie Salkę (Salomea Klementyna) Przygodę i jej młodszego brata Niedasia (Adam Joachim), a także rodziców, Kalinę i Pawła, oraz, nie można tej zacnej trójcy pominąć, siostry Bolesne, osiemdziesięciopięcioletnie trojaczki, czarownice, żeby nie było. Salka w przenośni i prawie dosłownie ucieka z domu, na ulicę Lipową 5 we Wrocławiu. Wynajmuje pokój właśnie u pań Bolesnych. Już od początku można się nieźle ubawić, a potem jest tylko lepiej. Za Salką podąża Niedaś, którego towarzystwa właśnie chciała uniknąć, przystojny asystent profesora i pradziadek, który właśnie powstał z grobu i myli współczesny Wrocław z wojennym Breslau, mordując blondwłose pannice.

Na początku trudno było mi przyzwyczaić się do nadmiernie komediowego stylu pisarki i tej jakby nieco innej budowy zdań. Troszkę sobie ponarzekałam, ale czytałam dalej. Sama nie zauważyłam kiedy nadmiar stał się czymś normalnym, a ja sama wprost nie mogłam się oderwać. Książkę przeczytałam w dwa dni, co jak na mnie jest nie lada sukcesem. I wcale nie jest cały czas komediowa. Było kilka momentów wyciszenia, a jeden był tak poważny, że aż się zdziwiłam. Ładnie nam autorka opowiada co nieco o wojennym Breslau, pierwszy raz się zaciekawiłam i dostrzegłam w tym temacie coś fascynującego, a przecież tyle książek powstało o tym mieście i okresie.

Nie mamy tu dzielnych wojaków na rączych białych koniach, ani pięknych dziewoi (Salka by się nie poczuwała ze swoim metrem osiemdziesiąt i kilkoma pryszczami), smoka też brakuje, ale za to mamy kawałek historii z zamieszanymi w to czarami i starym domem pełnym głosów. I papugi. Zapomniałabym o papudze! Roy Keane to mój ulubiony bohater. Wasz też będzie.

Jeżeli lubiliście dawne książki wydawane w Fabryce Słów, to polubicie też i tę, wydaną co prawda przez Urobros, ale to chyba mogło wyjść tylko na dobre (tak, książka wydana w jednym tomie). Ogólną atmosferą, magicznymi wydarzeniami i wszędobylskim dowcipem, trochę kojarzy mi się ta książka z „Wiedźmą.com.pl” Ewy Białołęckiej. Mam nadzieję, że to dobra rekomendacja (dla mnie tak).

Jeżeli lubicie fantastykę i to polską, a także posiadacie poczucie humoru (bez którego w życiu ani rusz), to jest to książka dla was. I może szczypta historii też was zainteresuje. Chciałabym więcej książek tego typu, stęskniłam się za nimi. Polecam!

P.S. I tylko nie wiem do czego to „nomen omen”, gdyż pojawiło się w tekście trzy razy i za każdym razem miałam wrażenie, że jest wplecione w zdanie na siłę i zupełnie w danym miejscu nie ma sensu. Choć jako tytuł sprawdza się świetnie.


„Nomen omen” Marta Kisiel, wyd. Urobros 2013, str. 420

1 komentarz:

  1. Cóż, mój chłopak tę książkę dosłownie wchłonął, od razu zaczął mówić innym językiem i zachwalał ją pod niebiosa. Z resztą większość czytelników mówi, że jest dobra, lekka i że lektura to czysta przyjemność. Chętnie sama ją przeczytam. (:

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...