wtorek, 31 marca 2015

Córka wichru. Irena Zarzycka

Irena Zarzycka tworzyła piękne powieści. Urokliwe, krótkie, ale pełne treści. Nie ma w nich przemocy, a ówczesne wartości w nich zawarte - dzisiaj zbywamy je wzruszeniem ramion, a może nawet pokpiwającym spojrzeniem – wzruszają i sprawiają, że ja osobiście zaczynam myśleć o tym, jak ludzie się zmienili.

„Córka wichru” to ostatnia książka Ireny Zarzyckiej i trzecia, jaką mam okazję przeczytać, po mojej ukochanej „Dzikusce”, jej pierwszej książce, oraz „Pannie Irce”, powieści dość autobiograficznej (przynajmniej takie odniosłam wrażenie). I powiem, że „Córka wichru” niewiele się różni od „Dzikuski”, jest w niej ten sam schemat. Młoda, ledwo co od ziemi odrosła panienka zakochuje się z wzajemnością w starszym o kilka lat młodym mężczyźnie, ale do ostatecznego szczęścia jeszcze trochę czasu upłynie, ponieważ po drodze muszą się zmierzyć ze złą, ale w głębi duszy dobrą kobietą, która kocha tego młodego mężczyznę i nienawidzi panienki, która skradła jego serce. W dodatku obie panny, i „Dzikuskowa” Ita, i Sonia z „Córki Wichru” nie mają matki, a wychowuje je kochany, ale nie radzący sobie z nimi ojciec. I wiecie, co? Nawet nie robię autorce z tego powodu przytyków, choć normalnie pewnie „wyżyłabym się” na takim pisarzu, który nie tworzy nic nowego, a powiela utarty przez siebie schemat.

Bo pani Zarzycka stworzyła kapsułę czasu, która w dodatku trafia prosto w serce. Po pierwsze, świat który opisuje, czyli międzywojenną Polskę. W jej powieściach można znaleźć opisy ówczesnego życia, usłyszeć styl mówienia czy poznać mentalność tamtych ludzi. Oczywiście nie wszystkich i mocno przefiltrowanych przez samą pisarkę, ale zawsze. Po drugie, jej powieści chwalą dobro, miłość, wiarę w ludzi, a czarni bohaterowie zawsze przechodzą przemianę, bo tak naprawdę nikt nie jest zły. Wystarczy tylko kogoś zrozumieć, postawić się w jego sytuacji, otworzyć na niego serce i pomóc tej osobie doświadczyć, co to jest dobro. Dlatego przy każdej jej książce niesamowicie odpoczywam, a język, którym pisze, choć prosty, to trafia prosto w serce i je ogrzewa.

Przypomina mi to wspomniany kiedyś przeze mnie cytat z Makuszyńskiego, który mówi o tym, że właśnie takie książki chce czytać i pisać. Nie o zabójstwach i złu, ale o tym co dobre i co sprawia, że ludzie chcą dalej żyć.

Polecam „Córkę wichru”. Żywię nieskończoną sympatię dla tej książki, a nigdy nie omawiana przeze mnie „Dzikuska” jest książką, którą czytałam już wiele razy i pewnie jeszcze nie raz do niej zajrzę. Bo wraca się do książek, które obudziły w nas ciepło, w serce wlały otuchę i sprawiły, że opisywany świat na moment stał się naszym domem.


„Córka wichru” Irena Zarzycka, wyd. Agencja Wydawnicza Interster 1991, str. 206

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...